Najwyższe poświęcenie

„Granat tymczasem spadł na majdan i warcząc, wichrząc zaczął podskakiwać po bruku, wlokąc za sobą dymek błękitny przewrócił się raz i drugi, przytoczył aż pod mur, na którym siedzieli, wpadł w kupę mokrego piasku usypaną wysoko aż do blanków i tracąc zupełnie siłę pozostał bez ruchu. Padł na szczęście tuleją do góry, lecz kłak nie zgasł, bo dym podniósł się natychmiast.
- Na ziemię!… na twarze!… – poczęły wrzeszczeć przerażone głosy. – Na ziemię! na ziemię!
Lecz Kmicic w tej samej chwili zsunął się po kupie piasku, błyskawicznym ruchem dłoni chwycił za tuleję, szarpnął, wyrwał i wznosząc rękę z palącym się kłakiem począł wołać:
- Wstawajcie! Jakoby kto psu zęby wybrał! Już on teraz i muchy nie zabije!
To rzekłszy kopnął leżący czerep. Obecni zdrętwieli, widząc ten nadludzkiej odwagi uczynek, i przez czas jakiś nikt słowa nie śmiał przemówić; na koniec Czarniecki zakrzyknął:
-    Szalony człecze! Toż gdyby pękło, na proch by cię zmieniło!”
Henryk Sienkiewicz „Potop”

Ano, gdyby szwedzki granat eksplodował z pana Kmicica zapewne nie byłoby co zbierać. Nie miał na sobie hełmu PASGT, kamizelki typu Interceptor Body Armor ani plecaka, które mogłyby pochłonąć energię wybuchu.
Rzucenie się na odbezpieczony granat by chronić towarzyszy stanowi akt najwyższego bohaterstwa i poświęcenia. Jest oczywiście równoznaczny z samobójstwem. Chociaż nie zawsze…
20 lutego 1945 roku szeregowiec Jack Lucas wraz z trzema towarzyszami czołgał się przez pokrytą wulkanicznym pyłem i zrytą pociskami Iwo Jimę. Zaledwie kilka dni wcześniej skończył 17 lat. Nagle Amerykanie zostali zauważeni przez japoński patrol. Wskoczyli do najbliższego leju po pocisku artyleryjskim i przywarli do ziemi. Po chwili tuż obok nich upadły dwa granaty. Szeregowiec Lucas błyskawicznie chwycił je, wcisnął jak najgłębiej w wulkaniczny popiół, nakrył hełmem i położył się na nim. Eksplozja rozerwała hełm i odrzuciła żołnierza na bok. Koledzy byli przekonani, że Jack nie żyje. A jednak przeżył. Okazało się, że tylko jeden z granatów eksplodował, popiół i hełm pochłonęły większą część energii, ale i tak Jack ledwo uszedł z życiem. Mimo 21 operacji do końca życia nosił w sobie ponad 200 stalowych odłamków. Za swój czyn otrzymał Medal Honoru. Zmarł w 2008 roku.
9 lutego 2008 roku 24-letni kapral Royal Marines Matthew Croucher uczestniczył w misji zwiadowczej w prowincji Helmand w Afganistanie. Jego pluton wszedł do niewielkiej wsi. Razem z kilkoma kolegami był właśnie na niewielkim dziedzińcu otoczonym kamiennym murem, kiedy potknął się o jakiś drut. Okazało się, że jego końcówka była przywiązana do zawleczki granatu. Na reakcję pozostało kilka sekund. Matt ostrzegł swoich towarzyszy, po czym rzucił się na granat przyciskając go do ziemi swoim plecakiem,  podkurczył nogi, złożył ręce na brzuchu i zamknął oczy. Eksplozja wyrzuciła go kilka metrów w górę i rozerwała plecak. Żołnierz doznał jednak tylko stosunkowo niewielkich obrażeń – miał pęknięty bębenek w uchu i krwotok z nosa. Dużą część eksplozji wzięła na siebie spora bateria, którą miał w plecaku, a kamizelka kuloodporna i hełm uchroniły go przed odłamkami. Medyk plutonu chciał wezwać śmigłowiec ratowniczy, ale Matt uparł się, że jest w stanie kontynuować patrol. 30 października 2008 roku otrzymał z rąk Królowej Elżbiety II Medal Jerzego – najwyższe oznaczenie za odwagę.
Najwyższym odznaczeniem wojskowym Wielkiej Brytanii, odpowiednikiem amerykańskiego Medalu Honoru i naszego Virtuti Militari jest Krzyż Wiktorii. Nadaje się go za czyny niezwykłej odwagi dokonane w obliczu wroga. Tu taka sytuacja nie miała miejsca (Talibów w wiosce nie było), dlatego kapral Croucher otrzymał „tylko” Krzyż Jerzego.
To odznaczenie wraz z rozerwanym eksplozją plecakiem stanowią dziś eksponaty Imperial War Museum w Londynie.

Kapral Matt Croucher ze swoim plecakiem. Fot. Daily Mail

Takie akty skrajnego poświęcenia nie zawsze mają miejsce podczas działań wojennych. W 1954 roku izraelski żołnierz Nathan Elbaz pracował przy rozmontowywaniu granatów ręcznych, kiedy przypadkowo aktywował jeden z nich. W pobliżu znajdowali się jego koledzy i nie miał możliwości odrzucenia go bez zranienia ich, więc zamiast tego zakrył go własnym ciałem. Eksplozja rozerwała go na strzępy.
Współczesne hełmy PASGT (Personal Armor System for Ground Troops) są zaprojektowane tak, by w maksymalnym stopniu pochłonąć energię wybuchającego granatu. Nadal jednak taki akt bohaterstwa jest niemal zawsze równoznaczny z samobójstwem.
W kwietniu 2004 roku patrol żołnierzy z 1. Dywizji Marines zatrzymał konwój samochodów w pobliżu Husaybah w Iraku. Kiedy podeszli do białej Toyoty kierowca nagle wyskoczył z wozu i otworzył do nich ogień. Kapral Jason Dunham zatrzymał go i wdał się w walkę wręcz. Pozostali żołnierze podbiegli bliżej. W tym momencie Irakijczyk upuścił odbezpieczony granat. Jason błyskawicznie zdjął hełm, umieścił go na granacie i położył się na nim jednocześnie ostrzegając krzykiem swoich towarzyszy. Wybuch rozerwał hełm i ciężko ranił Jasona. Został natychmiast ewakuowany i przewieziony do Centrum Medycznego Marynarki Wojennej w stanie Maryland. Jego obrażenia były jednak tak ciężkie, że mimo wysiłków lekarzy zmarł tydzień później. Został pośmiertnie odznaczony Medalem Honoru, a jeden z najnowszych niszczycieli US Navy został nazwany jego imieniem.

Tyle zostało z hełmu Jasona Dunhama.

Oprócz wspomnianego Nathana Elbaza symbolem heroizmu w Izraelu jest także major Roi Klein. Podczas bitwy o Bint Jbeil w południowym Libanie w lipcu 2006 roku nakrył swoim ciałem granat rzucony przez bojownika Hezbollahu. Zginął na miejscu.
W listopadzie 2004 roku wojska sprzymierzonych rozpoczęły operację „Phantom Fury” mającą na celu odbicie z rąk terrorystów irackiego miasta Faludża. Sierżant Rafael Peralta z 3. Pułku Marines razem ze swoimi żołnierzami otrzymał zadanie „oczyszczenia” szeregu domów przy jednej z ulic. Kiedy Marines weszli do jednego z budynków sprawdzili dwa pomieszczenia na parterze i podeszli do trzeciego. Nagle drzwi podziurawiła seria z kałasznikowa. Śmiertelnie ranny sierżant odsunął się od drzwi, a jego żołnierze wpadli do środka zabijając terrorystów. Niestety, jeden z nich zdążył tuż przed śmiercią odbezpieczyć granat, który potoczył się pod drzwi. Pomieszczenie było niewielkie i eksplozja zabiłaby przebywających w nim Marines, gdyby umierający sierżant Peralta nie chwycił granatu i nie umieścił go pod własnym ciałem…
29 września 2006 roku w irackim mieście Ramadi niewielki patrol złożony z czterech komandosów Navy SEALS i trzech żołnierzy armii irackiej zajął pozycję na dachu jednego z budynków. Rankiem tego samego dnia uczestniczyli w krótkiej potyczce, w której zabili jednego z napastników i ranili innego. Aby powstrzymać dalsze ataki zajęli dogodną pozycję, by mieć wgląd na okolicę. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Wrogo nastawiona ludność cywilna zablokowała ulice, a z pobliskiego meczetu przez głośniki płynęły wezwania do ostatecznej rozprawy z Amerykanami. Żołnierze stłoczeni na niewielkim dachu byli jak ryba na patelni. Nagle między nimi wylądował odbezpieczony granat. Jeden z SEALSów – Michael Monsoor znajdował się najbliżej wyjścia ewakuacyjnego i jako jedyny miał możliwość ucieczki. Zamiast tego krzyknął „Granat!” by ostrzec towarzyszy i nakrył go własnym ciałem. Przeżył moment wybuchu i został natychmiast ewakuowany, jednak zmarł od ran pół godziny później.
Każda wojna tworzy bohaterów. Chociaż nie wiem, czy określenie „bohater” jest wystarczającym uhonorowaniem tego, kto rzuca się na odbezpieczony granat, by chronić towarzyszy broni. Należałoby chyba wymyślić jakieś nowe słowo…

Przeczytaj także:
Medal Honoru
Doskonały Marine

Źródło:
Daily Mail Reporter, Marine who threw himself on exploding grenade to protect comrades awarded George Cross, Daily Mail, 24.07.2008.
Falling on a grenade, http://en.wikipedia.org, Dostęp 8.07.2012.
Jason Dunham, http://en.wikipedia.org, Dostęp 8.07.2012.
Rafael Peralta, http://en.wikipedia.org, Dostęp 8.07.2012.
Michael Monsoor, http://en.wikipedia.org, Dostęp 8.07.2012