Samotność szpiega

Damaszek, Syria, plac Marjeh, 18 maja 1965 roku, godzina 23:30.
Wojskowa ciężarówka, z trudem przebijająca się przez zgromadzony na placu tłum w końcu dotarła do celu i zatrzymała się przy dużej drewnianej platformie. Z paki zeskoczyło dwóch żołnierzy, którzy otworzyli klapę i pomogli zejść wysokiemu człowiekowi ubranemu w długą białą koszulę z rękoma skutymi z tyłu. Tuż za nim z ciężarówki ostrożnie zszedł starszy mężczyzna w stroju rabina.
Więzień pochylił głowię ku rabbiemu i zamienił kilka słów. Duchowny ujął jego głowę w swoje dłonie.
Jeden z żołnierzy lekko szturchnął więźnia w bok.
Już czas.
Mężczyzna w białej koszuli podszedł do platformy między dwoma szeregami syryjskich żołnierzy i wspiął się na nią po kilku schodach. Odwrócił się i popatrzył na plac.
Było jasno jak w dzień. Na obrzeżach placu stały wojskowe ciężarówki z włączonymi reflektorami oświetlając zgromadzony tłum.
Kat popchnął mężczyznę w kierunku stołka ustawionego na środku platformy. Ten posłusznie na niego wszedł.
Egzekutor sprawnym ruchem nałożył mu pętlę na szyję.
Na placu panowała absolutna cisza.
Kopnięty stołek potoczył się w kierunku schodów. Rozległ się nieprzyjemny trzask i ciało mężczyzny zawisło bezwładnie. Skute dłonie na chwilę wykrzywiły się nienaturalnie, po czym zastygły w bezruchu.
Tłum zaczął krzyczeć z radości.

Są w historii konfliktów szpiedzy, którzy zmieniali bieg Historii. Palma pierwszeństwa należy moim zdaniem do Olega Pieńkowskiego, oficera radzieckiego wywiadu wojskowego GRU, dzięki któremu prezydent Kennedy mógł koncertowo ograć Chruszczowa podczas konfliktu kubańskiego i zapobiec trzeciej wojnie światowej.
Podobną rolę odegrał Richard Sorge, agent sowieckiego wywiadu wojskowego, który pod przykrywką gorliwego nazisty i korespondenta gazety „Frankfurter Zeitung” w Japonii zdobył arcyważne informacje, które pozwoliły Stalinowi uratować Moskwę w 1941 roku.
Inni szpiedzy może nie wpływali na losy całego świata w sposób tak decydujący, ale ich dokonania do dzisiaj zapierają dech w piersiach i mogą służyć za scenariusz niejednego filmu sensacyjnego.
Eli Cohen urodził się w grudniu 1924 roku w żydowskiej rodzinie w Aleksandrii, dokąd jego ojciec przeprowadził się z syryjskiego miasta Aleppo dziesięć lat wcześniej. Krótko po II Wojnie Światowej, kiedy miał 23 lata zgłosił się na ochotnika do armii egipskiej chcąc uniknąć zapłacenia ustalonego przez rząd haraczu dla młodych Żydów, którzy chcieliby się wymigać od służby w armii. Wojsko go jednak nie przyjęło, poddając w wątpliwość jego lojalność wobec państwa egipskiego. Zaczął studia na Uniwersytecie Faruka w Kairze, szybko jednak musiał podjąć indywidualny tok nauki wskutek szykan aktywistów Bractwa Muzułmańskiego, których celem byli żydowscy studenci.
W 1949 roku jego rodzice i bracia zdecydowali się na wyjazd do Izraela. Eli postanowił pozostać w Egipcie, by dokończyć studia. Dość szybko nawiązał kontakt z organizacjami syjonistycznymi i z czasem bardzo zaangażował się w podziemną działalność.
Na początku lat 50-tych Brytyjczycy utrzymywali znaczne siły w rejonie Kanału Sueskiego. Młodemu państwu żydowskiemu, które zaledwie kilka lat wcześniej wybiło się na niepodległość było to bardzo na rękę – obecność brytyjskich żołnierzy hamowała zapędy Egipcjan, którzy delikatnie mówiąc, nie darzyli żydowskiego sąsiada sympatią.
W 1954 roku Brytyjczycy postanowili wycofać się ze Strefy Kanału. Izraelczycy zareagowali na tę decyzję bardzo nerwowo. Zdawali sobie sprawę z tego, że w takim wypadku ogromne ilości brytyjskiej broni, amunicji i sprzętu wpadną w ręce egipskie. Nie mówiąc już o całej infrastrukturze – bazach, lotniskach itp. Taki ruch mógłby całkowicie zmienić układ sił w regionie.
Minister obrony Izraela Pinhas Lawon i szef Amanu – wywiadu wojskowego pułkownik Benjamin Gibli wykoncypowali więc bardzo idiotyczny plan, by zatrzymać Brytyjczyków w strefie Kanału. Otóż doszli oni do wniosku, że jeśli w Egipcie dojdzie do ataków bombowych na brytyjskie instytucje, wówczas Zjednoczone Królestwo zmieni swoją decyzję i zostawi wojsko w celu zapewnienia ochrony Brytyjczykom mieszkającym w Egipcie.
Nie poinformowali o swoich planach premiera Mosze Szareta, ani dowództwa Mossadu. Wysłali do Egiptu agentów Amanu, którzy szybko zwerbowali młodych sajanów do wykonania ataków bombowych na brytyjskie instytucje w Kairze i Aleksandrii.
Kim jest sajan?
Krótko mówiąc – jest to Żyd zamieszkały w dowolnym kraju na świecie, który mimo tego, że jest lojalnym obywatelem swojego państwa jest także zagorzałym syjonistą, gorąco sympatyzującym z Izraelem (którego często nie widział nawet na oczy). Izraelski wywiad przeprowadzając akcję np. przeciwko palestyńskim terrorystom na terenie danego państwa korzysta z pomocy miejscowych sajanów, dzięki czemu koszty operacji są minimalne. Agenci Mossadu mogą np. nocować w hotelu, którego właścicielem jest sajan, korzystać z jego samochodu itp. Sajan, który wspiera operację jest zawsze zapewniany, że nie zaszkodzi ona krajowi, którego jest obywatelem.
Tę właśnie zasadę złamali Lawon i Gibli. Zaangażowali młodych Żydów w działalność antyegipską, narazili na niebezpieczeństwo nie tylko ich, ale i całą społeczność żydowską, a na dodatek nie zadbali nawet o przyzwoite wyszkolenie sajanów.
Młodzi Żydzi dostali prymitywne bomby ukryte w etui do okularów. Brak wprawy w obchodzeniu się z niebezpiecznymi zabawkami sprawił, że jednemu z nich bomba wybuchła w kieszeni. Egipcjanie aresztowali go i szybko wyłapali całą siatkę.
Eli Cohen również trafił do więzienia, ale wobec braku dowodów szybko je opuścił. Egipcjanie szybko osądzili konspiratorów w procesie, w którym zapadły wyroki śmierci i długoletniego więzienia.
Mimo zainteresowania policji i grożącego mu w każdej chwili niebezpieczeństwa Eli pozostał w Egipcie jeszcze przez trzy lata i dopiero w 1957 roku wyjechał do Izraela.

Eli Cohen

Eli Cohen

Pierwsze kroki w ojczyźnie były trudne. Wykorzystując znajomość kilku języków obcych Eli zaczął pracować dla Amanu. Nie była to żadna wielce tajna działalność – po prostu tłumaczył na hebrajski artykuły z brytyjskich i francuskich gazet. Praca bardzo go nudziła i wkrótce z niej zrezygnował. Aplikował do Mossadu, ale został odrzucony. Został księgowym w sieci domów handlowych. W 1959 roku ożenił się z Nadią – Żydówką o irackich korzeniach, którą poznał przez brata. Zamieszkał z nią w Bat Yam niedaleko Tel Awiwu i dochował trójki dzieci.
Pewnego dnia szef Mossadu Meir Amit przeglądał odrzucone aplikacje niedoszłych agentów i natknął się na życiorys Eliego. Polecił objąć go dyskretną obserwacją, po której otrzymał propozycję wstąpienia w szeregi izraelskiego wywiadu.
Przeszedł sześciomiesięczne szkolenie, po którym postanowiono skierować go do Syrii.
Na początku lat 60-tych Syria była najbardziej agresywnym z wrogów Izraela, nieustannie prowokującym starcia na Wzgórzach Golan i w okolicach Jeziora Galilejskiego.
W tym samym czasie Izrael na północy realizował ogromny projekt irygacyjny zakładający budowę sieci kanałów, które miały nawadniać regiony państwa notorycznie nawiedzane przez suszę. Woda miała pochodzić z rzeki Jordan. Syryjczycy, by storpedować te plany rozpoczęli prace nad zawróceniem dopływów Jordanu. Rzeka wyschłaby, a Izrael pozostałby bez wody.
Umieszczenie dobrego agenta w Damaszku było więc sprawą najwyższej wagi.
Po ukończeniu szkolenia agenci Mossadu przygotowali Eliemu szczegółową legendę, według której nazywał się teraz Kamal Amin Sabit, był syryjskim biznesmenem prowadzącym rozległe interesy w Argentynie. By ją ugruntować Mossad musiał go wysłać na pewien czas do Buenos Aires.
Swojej żonie Nadii powiedział, że dostał pracę w firmie współpracującej z izraelskim przemysłem zbrojeniowym i będzie musiał często wyjeżdżać w interesach.
W lutym 1961 roku Eli Cohen wylądował na lotnisku w Buenos Aires. Mossad zorganizował mu błyskawiczny kurs języka hiszpańskiego i wkrótce jako syryjski biznesmen zaczął brylować w arabskich kręgach towarzyskich argentyńskiej stolicy. Jego niezwykły urok osobisty, poczucie humoru i pieniądze szybko zjednały mu wielu wpływowych przyjaciół wśród syryjskiej diaspory w Buenos Aires. Był nawet zapraszany na wystawne przyjęcia w syryjskiej ambasadzie.
W lipcu tego samego roku misja w Buenos Aires dobiegła końca. Nadszedł czas, by skierować Eliego tam, gdzie był najbardziej potrzebny – do Damaszku.
Najpierw jednak wrócił do Izraela, do stęsknionej rodziny i po to, by przejść kolejne szkolenie. Tym razem uczono go głównie szyfrowania i przesyłania wiadomości za pomocą malutkiego, ultranowoczesnego nadajnika. Specjaliści od Syrii nafaszerowali go z kolei wiedzą na temat syryjskiego wojska i establishmentu.
W grudniu 1961 roku Eli poleciał do Monachium, gdzie agenci Mossadu przekazali mu wyposażenie potrzebne do jego szpiegowskiej działalności. Przewiózł je do Genui, skąd na pokładzie wycieczkowca SS „Astoria” popłynął do Bejrutu. Stamtąd inny agent Mossadu bezpiecznie przewiózł go przez granicę i dostarczył do Damaszku.
W syryjskiej stolicy Eli wynajął luksusową willę tuż koło naczelnego dowództwa armii syryjskiej. Taka lokalizacja była nieprzypadkowa – z budynku cały czas nadawane były transmisje radiowe, więc Eli mógł bezpiecznie korzystać ze swojego nadajnika bez obawy bycia namierzonym.
Podobnie jak w Argentynie błyskawicznie nawiązał wiele cennych kontaktów. Hojnie wspierał syryjskie organizacje charytatywne i organizował wystawne przyjęcia w swojej willi. Wkrótce  Kamal Amin Sabit stał się jedną z najpopularniejszych postaci w syryjskich kręgach politycznych.
Do jego dobrych znajomych należeli generałowie, ministrowie, a nawet przyszły prezydent Amin al-Hafiz. Nie szczędził pieniędzy na prezenty dla swoich przyjaciół – ich żony nosiły drogą biżuterię, a oni sami jeździli luksusowymi samochodami podarowanymi przez Eliego vel Kamala.
Upojeni drogim alkoholem generałowie i ministrowie bez skrępowania opowiadali izraelskiemu szpiegowi o swoich planach i zamierzeniach. Te informacje natychmiast trafiały do Tel Awiwu. By nakłonić swoich gości do jeszcze bardziej szczerych zwierzeń Eli zaczął organizować w swojej willi regularne orgie dla syryjskiej wierchuszki. Sprowadził najpiękniejsze i najdroższe prostytutki z Bliskiego Wschodu, a jego popularność wśród najwyższej rangi polityków sięgnęła zenitu.
Zaczęto nawet na poważnie rozważać jego kandydaturę na stanowisko wiceministra obrony…
Niektórym z nich załatwił także bardzo piękne sekretarki, które powtarzały mu każde słowo, jakie usłyszały od swoich szefów.
Dysponował ogromną wiedzą na temat syryjskiego wojska, lecz by ją pogłębić zaczął oskarżać swoich wojskowych przyjaciół, że nie są gotowi do konfrontacji z żydowskim sąsiadem. By udowodnić mu, że się myli generałowie zabrali go na Wzgórza Golan, gdzie pokazali mu wszystkie umocnienia i dokładnie opisali plany ewentualnego konfliktu.
Co więcej, Eli zaprzyjaźnił się z szefem saudyjskiej firmy budowlanej wykonującej umocnienia na Wzgórzach Golan dla Syryjczyków. Biznesmen ten, o nazwisku bin Laden szczegółowo opowiedział przyjacielowi o wadach i zaletach budowanych przez niego bunkrów. Podczas wizyt w domu Saudyjczyka Eli zaprzyjaźnił się także z jego małym synem, Osamą…
Informacje na temat syryjskich umocnień na Wzgórzach Golan bardzo przydadzą się podczas Wojny Sześciodniowej w 1967 roku. Izraelskie lotnictwo zrówna je wtedy z ziemią…
Podczas jednej z wizyt na Wzgórzach Golan Eli vel Kamal wyraził współczucie dla żołnierzy siedzących w okopach w pełnym słońcu. Zaproponował, że sfinansuje zakup i posadzenie drzew, które dałyby im nieco cienia. Uzyskał na to zgodę syryjskich wojskowych i zrealizował plan.
Kilka lat później te drzewa zostaną wykorzystane jako punkty orientacyjne przez izraelską artylerię.
Mimo tego, że prowadził w Damaszku życie milionera Eli był niezwykle samotny. Był sam na terytorium wroga, nie miał kontaktu z żadną bratnią duszą (na terenie Syrii nie istniała żadna izraelska siatka szpiegowska) i był całkowicie odcięty od rodziny. Podczas rzadkich wyjazdów „w interesach” odwiedzał na krótko Nadię i dzieci. Po raz ostatni widział się z nimi w listopadzie 1964 roku. Obiecał wtedy Nadii, że wyjeżdża po raz ostatni, niedługo wróci i wtedy rzuci pracę w firmie i zostanie z nimi na stałe.
Taka gra w ciuciubabkę nie mogła trwać w nieskończoność. Syryjczycy wkrótce zorientowali się, że mają „kreta” w najwyższych kręgach władzy. Po części była to wina Izraelczyków – część wiadomości uzyskanych od Cohena trafiała do… arabskojęzycznej stacji radiowej sponsorowanej przez rząd państwa żydowskiego. Na dodatek podczas regularnych potyczek granicznych Izraelczycy z wielką dokładnością niszczyli syryjskie bunkry. Muchabarat – syryjska tajna policja nie miała wątpliwości, co do istnienia szpiega. Szybkość, z jaką Izraelczycy otrzymywali tajne informacje sugerowała, że „kret” posługuje się zakonspirowanym nadajnikiem radiowym. Tylko jak go namierzyć?
Na przełomie 1964 i 1965 roku Syryjczycy próbowali namierzyć szpiega za pomocą radzieckiego sprzętu. Nadaremnie. Karta odwróciła się w styczniu 1965 roku. Wtedy właśnie otrzymali od Związku Radzieckiego najnowszy sprzęt łącznościowy. W celu jego przetestowania w całej Syrii zarządzono 24-godzinną ciszę radiową.
I wśród tej absolutnej ciszy rozległ się jeden, dość słaby sygnał radiowy.
Po niecałej godzinie wozy pelengacyjne zatrzymały się przez luksusową willą, w której mieszkał Eli vel Kamal.
Oficerowie Muchabaratu spojrzeli na siebie z niedowierzaniem. To musi być jakaś pomyłka! To niemożliwe, by przyjaciel najważniejszych osób w państwie, niedoszły minister, był szpiegiem!
Po kilku godzinach ponownie pojawił się sygnał nadajnika…
Muchabarat nie miał już wątpliwości. Oddział uzbrojonych żołnierzy wtargnął do willi i aresztował Eliego vel Kamala. Podczas rewizji odkryto nadajniki radiowe, szyfry, mikrofilmy… jednym słowem – cały ekwipunek szpiega.
Eliego poddano brutalnym torturom, podczas których przyznał, że jest izraelskim agentem. Przez syryjski establishment przeszło tsunami. Aresztowano kilkadziesiąt osób, a przesłuchano kilkaset. Śledczy mieli jednak nie lada problem. Z Cohenem przyjaźnili się najważniejsi politycy syryjscy, z prezydentem włącznie. Ich nie można było przesłuchać. Dlatego skala wyrządzonych przez niego szkód pozostała nieoszacowana.
Informacja o aresztowaniu Eliego dotarła do Izraela pod koniec stycznia 1965 roku. Została oczywiście utajniona. Powiadomiono dyskretnie tylko jego rodzinę, w tym żonę Nadię, która już od dawna podejrzewała, że mąż nie mówi jej całej prawdy o swojej pracy.
Izraelczycy nie szczędzili wysiłków, by uwolnić swojego najcenniejszego szpiega. Wynajęli najlepszego francuskiego prawnika. Skontaktował się on z syryjskimi politykami, ale nic nie wskórał.
W syryjskim rządzie trwała burza. Część polityków domagała się publicznego procesu, mając nadzieję, że uda im się pogrążyć przeciwników ujawniając ich kontakty z Cohenem. Inni z dokładnie tego samego powodu próbowali do takiego procesu nie dopuścić – zdawali sobie sprawę, że mogą trafić na szubienicę razem ze swoim niedawnym przyjacielem.
Eli Cohen stanął przed specjalnym sądem wojskowym w Damaszku, który 31 marca 1965 roku skazał go na śmierć.
Izrael zaproponował wielomilionowy okup, ale oferta została odrzucona. Wyrok na izraelskiego szpiega został podany do wiadomości publicznej 8 maja 1965 roku.
Do rządu Syrii zaczęły napływać prośby o ułaskawienie od różnych osób: papieża Pawła VI, członków brytyjskiego parlamentu, belgijskiej królowej, Międzynarodowego Czerwonego Krzyża… Na próżno. Syryjczycy nie mogli się zgodzić na ułaskawienie człowieka, który wyrządził im tyle szkód.
18 maja 1965 roku do celi, w której przetrzymywano Cohena weszli strażnicy. Skazany wyraził życzenie napisania listu do rodziny i spotkania z rabinem. Wyrażono na to zgodę.
W krótkim liście Eli prosił swoją żonę o wybaczenie oraz zapewnienie dobrego wykształcenia ich dzieciom. Prosił ją także o modlitwę oraz o to, by ponownie wyszła za mąż, by dzieci miały ojca.
Do celi sprowadzono Nissima Andabo – naczelnego rabina Damaszku. Towarzyszył on Eliemu przez cała drogę na szafot.
W nocy z 18 na 19 maja 1965 roku Eli Cohen został publicznie powieszony na placu Marjeh w Damaszku w obecności tysięcy Syryjczyków. Przez cały następny dzień jego ciało wisiało na szubienicy, by mogli je zobaczyć wszyscy mieszkańcy miasta.

Egzekucja Eliego Cohena

Egzekucja Eliego Cohena

W swojej ojczyźnie został uznany za bohatera. Mimo wielu starań Syryjczycy nadal odmawiają wydania jego ciała.
Nadia Cohen nigdy nie wyszła ponownie za mąż. Mieszka do dzisiaj w Izraelu.

Przeczytaj także:
Szpieg, który zmienił bieg Historii
Ulubiona agentka Churchilla
W służbie Rzeczypospolitej
Kryptonim „Top Hat”
Człowiek z Algieru
Agent 033B
As i agent

Źródło:
Eli Cohen, http://en.wikipedia.org, Dostęp 20.09.2014.
Yuval Azoulay, Unending agony for legendary spy Eli Cohen and his widow, Haaretz, 14.05.2010.
Michael Bar-Zohar, Nissim Mishal, Mossad. Najważniejsze misje izraelskich tajnych służb, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012.